Tag Archives: wywiad

Sztuka pod ostrzałem #7 – Graham Franciose – „gdy dorastamy zatraca się w nas wyobraźnia i marzenia. Chcę na nowo wydobywać z ludzi te wartości.”

Cześć!

Ostatnio mam dużo szczęścia do wywiadów. Trzy miesiące temu skontaktowałam się z Grahamem Franciosem. Zobaczyłam jego rysunki udostępnione przez jedną ze stron na fb. Nie wiem czy to kwestia chwili, czy naprawdę mnie tak oczarował ale zakochałam się w tych pracach od pierwszego wejrzenia. Weszłam na stronę internetową artysty, a zanim zdążyłam mrugnąć byłam już w połowie pisania maila z propozycją wywiadu. Myślę, że zainteresuje Was to, co Graham Franciose ma do przekazania. Jest to postać barwna i wbrew pozorom bardzo pozytywna ;). Zapraszam! Dla zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z oryginałem z wersji anglojęzycznej: https://jednymslowemsztuka.wordpress.com/2015/07/13/sztuka-pod-ostrzalem-7-graham-franciose-sometimes-as-we-grow-older-we-lose-that-childlike-imagination-and-wonder-i-hope-to-bring-that-out/

Fall is His FavorieLara Malan Woodgate: Jak rozpoczęła się Twoja podróż ze sztuką? Jaki był Twój cel od samego początku? Czy czujesz się czasem zmęczony?

Graham Franciose:  Dorastałem w bardzo kreatywnej rodzinie I od zawsze uwielbiałem malować. Zacząłem kolekcjonować komiksy kiedy miałem około 7/8 lat. Próbowałem przerysowywac samodzielnie postaci z książek. Moi rodzice byli dla mnie ogromnym wsparciem, wydaje mi się że dzięki temu nigdy nie przestawałem tworzyć. Kiedy zastanawiałem się nad tym jaki kierunek studiować mój ojcoec powiedział: „Co byś robił gdybyś nie musiał się martwić o zarabianie pieniędzy? Co sprawia, że jesteś szczęśliwy?” Wtedy postanowiłem studiować rysunek i zdać BFA (Bachelor of Fine Arts). Więc tak, mogę powiedzieć, że od zawsze chciałem tworzyć sztukę, dzięki subtelnym wsparciu moich rodziców udało mi się czegoś dokonać. Myślę, że bycie artystą, jak to bywa w każdej pracy, staje się z biegiem czasu lekko męczące. Czasami pracuję z trudnymi klientami, czasem prace się nie sprzedają, a czasem sprzedają się za szybko i nie nadążam za tworzeniem nowym. Mimo wszystko nie zamieniłbym sztuki na nic innego!

L.M.W: Twoje obrazy wyglądają jakby ich adesatami były małe dzieci, są jednak na to zbyt dojrzałe. Dla kogo przeznaczona jest twoja sztuka?

G.F:  Cóż, od zawsze, odkąd skończyłem studia, chciałem tworzyć rysunki do książek dla dzieci. Mimo, że nie szedłem dokładnie tą drogą, moje prace wciąż mają w sobie coś dziecięcego. Moją sztuką próbuję pokazać historie otwarte, które można swobodnie interpretować. Mam nadzieję, że udaje mi się rozpalić wyobraźnię u każdego, który patrzy na moje rysunki. Czasem się tak dzieje, że gdy dorastamy zatraca się w nas wyobraźnia i marzenia. Chcę na nowo wydobywać z ludzi te wartości. Moje prace są dla wszystkich.

L.M.W: Skąd czerpiesz inspiracje? Czy jest nią muzyka, inne obrazy, a może obserwacje świata?

G.F: Inspiracja pochodzi ze wszystkiego co mnie otacza. Myślę, że największym źródłem pomysłów jest dla mnie natura. Kocham być na zewnątrz, odbywać piesze wycieczki wśród drzew, obserwować rośliny, mech, liście, zwierzęta, wiatr, błoto czy niebo. Kiedy byłem mały często wychodziłem na dwór żeby bawić się w lesie i wyobrażałem sobie różnego rodzaju scenki. Przebywanie wśród natury przypomina mi czasy dzieciństwa pełnych marzeń i wobraźni.

the GiverL.M.W:  Nie potrafię znaleźć żadnego Twojego obrazu na którym ktoś by się uśmiechał od ucha do ucha. Mimo to postrzegam Twoją sztukę jako optymistyczną. Co czujesz gdy tworzysz? Czy Twoja sztuka jest odzwierciedleniem Twoich emocji?

G.F:  Niektórzy ludzie postrzegają moje prace jako smutne. Ja osobiście ich takimi nie widzę. Myślę, że w większości moich rysunków skrywa się przekaz pełen nadziei, nawet jeśli wydają się lekko melancholijne na pierwszy rzut oka. Tak jak u wszystkich artystów, w moich pracach można znaleźć radość i smutek.Kiedy maluję staram się mieć otwarty umysł i zgadzać się na przypadkowość. Gdy tworzę nie myślę nad czymś szczególnym, po prostu pozwalam mojej sztuce powstawać spontanicznie. Jestem pewien, że można znaleźć w tych rysunkach elementy tego, co czuję i tego, co przeszedłem w życiu. To interesujące jak różni ludzie reagują w różny sposób patrząc na to samo dzieło. Ludzie są skomplikowani.

L.M.W: Czy lubisz abstrakcyjne obrazy? Co myślisz o tej formie sztuki? Próbowałeś kiedyś tworzyć w ten sposób?

G.F: Generalnie lubię malarstwo figuratywne, ale nie znaczy to, że nie lubię sztuki abstrakcyjnej. Kiedy tworzyłem więcej obrazów olejnych, wtedy tła z reguły pokrywałem abstrakcyjnymi motywami. Sprawiało mi to wiele przyjemności i dobrze kontrastowało z ilością szczegółów, które zwykłem przedstawiać na malowanych płótnach. Myślę, że w ten sam sposób czuję się gdy zabrudzam papier kawą I stosuję go jako tło do moich obecnych rysunków. Rozpryskuję kawę z wodą na papierze bez żadnego ładu i składu. Jest to dla mnie świetnym połączeniem dającym poczucie równowagi. Czasem kompletnie oddaję się abstrakcyjnemu tworzeniu, ale jednocześnie potrafię poświęcić wiele czasu nad szczegółami w jakimś z aspektów moich rysunków.A Journey of Hope and UncertaintyL.M.W: Gdybyś mógł spotkać jakiegoś artystę kto by to był i co byś chciał jemu/ jej chciał powiedzieć?

G.F:  Prawdopodobnie byłby to Theodor Seuss Geisel (Dr. Seuss).  Chciałbym zajrzeć do jego mózgu i móc zobaczyć pokłady wyobraźni, które się w nim znajdują.

L.M.W: Zainspirujmy naszych czytelników! Czy mógłbyś powiedzieć jaki jest twój ulubiony film?

G.F:  Hmmmm.  Nie potrafię powiedzieć jaki jest mój “ulubiony” ale kocham wszystkie filmy Wesa Andersona. Kiedyś podobały mi się również filmy dokumentalne Planet Earth. Dość często nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego co się dzieje poza naszymi małymi życiami, a przecież nasz świat jest naprawdę niesamowitym miejscem.

L.M.W: Dziękuję bardzo za wywiad. Życzę miłego dnia.

Nie zdziwiło mnie specjalnie, że Graham Franciose lubi filmy Wesa Andersona. Są właśnie utrzymane w tym uroczo dziecinnym stylu, który tak lubi artysta.

Bardzo wiele radości sprawiają mi te rysunki, słowem krytyki muszę napisać, że czasami czuję się przejedzona ich słodyczą. W takim wypadku robię sobie chwilę przerwy i wracam do tych rysunków kilka dni później. Muszę też dodać, że im dłużej przyglądam się tym pracom uświadamiam sobie, że faktycznie nie są może wykonane w najbardziej wyjątkowym stylu jaki powstał na świecie, jak to wydawało mi się na początku… Mimo wszystko prace te są tak niewinne i naiwne (w pozytywnym znaczeniu tego słowa)… iż odnoszę wrażenie, że nikt tak dobrze nie oddaje świata oczami dziecka.

timetomoveonNajbardziej interesują mnie rysunki postaci znajdujących się w kokonach. Część z nich ukrywa się przed światem, zapinając po samą szyję swoje ciepłe okrycie, a niektórzy z niepewnością wyglądają na zewnątrz. Coś ujmującego jest w tej konkretnej serii, jest inna i bardzo pomysłowa. W szczególności cenię sobie pracę „Time to move on„, w której z kokonu wystają tylko nogi. Kojarzy mi się trochę z małymi dziećmi, które się wstydzą przed dorosłymi.

Jest to sztuka, której potrzebują od czasu do czasu dzieci i dorośli. Pozwala odpocząć, wzruszyć się, uśmiechnąć. Ja osobiście gdy oglądam te prace czuje się jakbym mogła wejść do umysłów ludzi, których spotykam na co dzień.

A Wy co sądzicie? Też jesteście tak zauroczeni tą sztuką? Jeśli możecie piszcie proszę komentarze po angielsku by artysta mógł je odczytać 😉

The OrphanageJeśli wam się podobało zachęcam do subskrybowania mojej strony i zajrzenia na fb ;).
Miłego dnia
Bluebird

2 Komentarze

Filed under Sztuka pod ostrzałem, Sztuka współczesna

Sztuka pod ostrzałem #6 – Dominik Jasiński – „Myślę, że gdybym nie odkrył w sobie żyłki do sztuki to zapewne zostałbym lekarzem.”

Witajcie!

Jak to się często dzieje przy prowadzeniu blogów, brakowało mi ostatnio czasu na pisanie. Myślę sobie „jutro”. Nie, nie… wtedy muszę pojechać do miejsca XYZ. To za pięć dni! Też odpada, muszę zrobić to i tamto. Nagle mija miesiąc, a ja myślę że przecież dopiero co skończyłam ostatni post. Dzisiaj chcę się podzielić wywiadem, który przeprowadziłam z Dominikiem Jasińskim. Do 11 lipca będzie można podziwiać jego wystawę „Hedonizm” w galerii Dagma Art. Zainspirowało mnie to wydarzenie do zadania artyście kilku pytań. Wywiad jest długi. Nie potrafię być brutalnym montażystą i ucinać zdań, które mogą się „dłużyć”, czy „nudzić”. Mam nadzieję, że czytanie tych odpowiedzi sprawi Wam tyle przyjemności co mi. Zapraszam! 🙂

You don't stand a chanceLara Malan.W: Cześć! Na początek chciałabym Cię zapytać o główny temat Twoich prac – człowieka. Ten motyw, a szczególnie przedstawienie kobiety często można dostrzec na płótnach. Co najbardziej interesuje Cię w człowieku? Na co zwracasz uwagę?

Dominik Jasiński: Dzień dobry 🙂 Od zawsze pociągała mnie budowa ludzkiego ciała i złożoności anatomii. Odkąd pamiętam człowiek stanowił dla mnie najtrudniejszy ale i najbardziej wdzięczny temat do malowania, a uchwycenie proporcji ciała, wyrazu twarzy i idących za tym emocji jest odwiecznym wyzwaniem. Myślę, że gdybym nie odkrył w sobie żyłki do sztuki to zapewne zostałbym lekarzem.

Generalnie w postaci ludzkiej najwięcej uwagi poświęcam twarzy i rękom. Sposobem namalowania oczu można powiedzieć tak wiele! Jako odskocznię od pracy przy płótnach traktuję bardzo anatomiczne rysunki, lubię też wiedzieć co znajduje się pod skórą – jak układają się mięśnie, nerwy i kości. Ta pozornie chaotyczna plątanina żył i ścięgien składa się przecież na najbardziej wyspecjalizowaną istotę na ziemi – na człowieka. W domu posiadam kilkanaście atlasów anatomicznych, do których często zaglądam.

L.M.W: Kogo najchętniej malujesz? Masz swoich wybranych modeli, są to osoby tobie bliskie czy przypadkowe?

D.J: Maluję każdego, kto mnie czymś urzeknie. Wiele portretów na zamówienie – te są dla mnie najtrudniejsze, bo wiem, że zamawiający oczekuje pracy nie tylko dobrej malarsko ale i portretu, który z dumą powiesi na ścianie. Najłatwiej maluje się siebie, bo nikt się nie obrazi jak namaluję krzywy nos czy niesymetryczne oczy – a tyle w tym zabawy!

L.M.W: Na około malowanego człowieka znajduje się duża ilość rozmaitej flory. Czy ona coś symbolizuje?

D.J: Najważniejszym elementem na obrazie jest portretowana osoba. To, co dzieje się wokół ma za zadanie dopełnić całość, podkreślić osobowość lub nastrój panujący na obrazie. Motywy roślinne wybieram właśnie na zasadzie dopełnienia natury portretowanej osoby. Czasami z rozwagą i pełną świadomością tego, co symbolizują, czasami tylko ze względu na ich formę czy kolor.

Przez długi czas fascynowała mnie estetyka secesyjna, a tam można znaleźć wiele inspiracji naturą. Ostatnio świadomie odchodzę od tych secesyjnych wpływów roślinnych na rzecz architektury a nawet tła jednolitego kolorem – lubię eksperymentować.

L.M.W: Skąd czerpiesz inspirację? Co, lub kto jest dla Ciebie źródłem największej liczby pomysłów?

D.J: Nigdy nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony inspiruje mnie wszystko wokół – światło, ludzie na ulicy, widok za oknem. Z drugiej strony żeby pojawił się w mojej głowie pomysł na obraz potrzebuje już czegoś bardziej konkretnego – kolor buta, gdzieś zobaczone graffiti, grymas na twarzy…

Kiedyś każde wyjście na wystawę czy do galerii obarczone było myśleniem „nie obserwuj za dużo, bo zaczniesz kopiować”, a teraz po każdym wernisażu aż kipi we mnie energia do pracy! To taka zdrowa motywacja – widzę, co dzieje się w świecie sztuki i ilu jest kreatywnych młodych twórców i to napawa mnie chęcią robienia przeróżnych rzeczy na płótnie, wyzwala we mnie chęć spróbowania innych technik, innego podejścia do tematu. Lubię czuć taki niedosyt twórczy, bo wiem, że kolejny mój obraz będzie lepszy od poprzedniego.

The secret life of camelsL.M.W: Czy zamieszkanie w Kuwejcie mocno wpłynęło na Twoje prace? Jeśli można zapytać dlaczego akurat to miejsce wybrałeś na swój nowy dom?

D.J: Zarówno Kuwejt jak i cały Bliski Wschód to dla mnie teraz kopalnia wiedzy i pomysłów. Poznawanie tamtejszej kultury, zwyczajów i historii z pewnością przenosi się na to co i jak maluję. Bliskowschodnia estetyka, bogactwo wzorów, legendy, a także tragiczna historia regionu to novum, z którego czerpię garściami. Mimo, że jestem tam, to nie zapominam skąd pochodzę. Takie funkcjonowanie w dwóch różnych światach kulturowo – obyczajowych otwiera człowiekowi oczy. Stałem się z pewnością bardziej tolerancyjny, a jednocześnie z większym szacunkiem podchodzę do swoich korzeni.

Przeprowadziłem się do Kuwejtu z powodów osobistych, pojechałem trochę w ciemno, uzbrojony zaledwie w garść ogólnodostępnych informacji o tym kraju. Teraz uczę się lokalnego języka, kaligrafii i weselnych tańców. Dużym zaskoczeniem było dla mnie podejście Kuwejtczyków do sztuki – tam na obrazach się nie oszczędza, mają trochę większą świadomość, że sztuka to inwestycja. Mają też ogromne domy z olbrzymimi ścianami, więc maluję coraz większe prace. Pomijając pewne zakazy (to co można, a czego nie można pokazać) – z punktu widzenia artysty to naprawdę region świata, gdzie ze sztuki można spokojnie wyżyć.

L.M.W: Niedawno miało miejsce otwarcie Twojej wystawy pt. „Hedonizm”. Odnoszę wrażenie, że to dość ironiczne. Założeniem wystawy jest cieszyć się, cieszyć oko, mieć chwilę oderwania. Gdy patrzę jednak na te obrazy jedyne co wydaje mi się pozytywne to barwy, kontrastujące ze smutnymi postaciami. Czy Ty też tak to odbierasz? Czy uważasz, że te postacie faktycznie są szczęśliwe?

D.J: To jest taki mój hedonizm. Dawno temu nauczyłem się cieszyć życiem i swoją pracą – chyba dlatego malowanie daje mi tyle radości. Każdy kolejny obraz to mieszanka afirmacji świata mnie otaczającego i moich subietktywnych emocji. Rzeczywiście nie wszystkie portretowane osoby śmieją się od ucha do ucha, ale zawsze powtarzam, że z wyszczerzonymi zębami na obrazie kiepsko się wygląda 🙂Do not lieKiedyś w malarstwie używałem dużo czerni, do momentu kiedy mój profesor z warszawskiej ASP zasugerował, żebym czarny kolor zupełnie odstawił – od tego czasu uczę się wyrażać swoje emocje przy użyciu jak największej ilości koloru. Od czasu do czasu zagłębiam się w bardziej monochromatyczne kompozycje, ale ogólnie te wszystkie kolory siedzą głęboko we mnie.

Prace oglądać można do 11 lipca w Galerii Dagma Art w Katowicach, serdecznie zapraszam.

L.M.W: Czy gdybyś miał możliwość spotkania się z jakimś artystą, obojętnie kim, nawet z przeszłości, kto by to był i co chciałbyś tej osobie powiedzieć?

D.J: Jest wielu artystów, których chciałbym poznać gdyby była taka możliwość. Głównie po to, żeby im podziękować – Klimtowi i Musze za pokazanie mi przepięknej stylistyki Fin de Sciecle, Toulouse-Lautrec’owi za obudzenie we mnie erotyzmu, Gaugain’owi za kolor, Monet’owi za światło… ale z pewnością najgorętsze rozmowy prowadziłbym z Egonem Schielle, którego powykręcane anatomicznie postaci są dla mnie nieustającą inspiracją.

L.M.W: Dziękuję za wywiad.

Czas na kilka słów komentarza. Obrazy Dominika Jasińskiego są tak barwne jak jego osobowość. Jest to sztuka, która ma wiele twarzy. A pod wenecką maską pełną barw i zdobień można odnaleźć oblicze zaskakująco smutne. Choć nie dzieje się tak zawsze to jednak w każdej z postaci można dostrzec coś, czego nie spodziewa się na pierwszy rzut oka. Dobór kolorów, mocne kontury, często dokładne wykończenia sprawiają, że dzieła te stają się wręcz ikoniczne. Człowiek, i jego osobowość zostaje oddana nie tylko za pomocą ekspresyjnej kreski i mocnych odcieni ale także otaczających motywów roślinnych.

Bardzo interesuje mnie obraz „Primavera”. Kobieta, której twarz jest podkreślona mocnym konturem wydaje się zupełnie nie pasować do otaczającej ją przestrzeni. Jakby znalazła się w raju, w którym może mieć wszystkie dobrodziejstwa świata i spędzać czas jedynie na przyjemnościach. Czego dobrym symbolem wydają mi się namalowane winogrona. Namalowana postać nie chce jednak tam być i pragnie uciec jakby poza obraz, daleko od tej sytuacji, w której się znajduje.primaveraMimo wszystko brakuje mi czegoś… osobistego w tych pracach. Wydają mi się ładne, egzotyczne, i jak już pisałam – ikoniczne. Patrząc na nie nie odczuwam jednak aby były unikalne. Wiem, że trudno jest wytworzyć swój własny rozpoznawalny styl. Nie zamierzam tutaj pisać, że Dominik Jasiński go nie ma. Problemem, który dostrzegam jest brak własnego pomysłu, czerpanie z wielu źródeł ale bez dodania jakiegoś osobistego akcentu.

A Wy co sądzicie? Zapraszam do dzielenia się własnymi opiniami.

Bluebird

3 Komentarze

Filed under Sztuka pod ostrzałem, Sztuka współczesna

Sztuka pod ostrzałem #5 – Agata Kosmala „Okno jest tym, co nas łączy, ale i oddziela od świata zewnętrznego.”

Witajcie! Ostatnio miałam okazję zapoznać się z twórczością Pani Agaty Kosmala. Postanowiłam przeprowadzić z Panią Agatą wywiad by przybliżyć sobie, zarówno jak i innym sztukę artystki. Zapraszam do wywiadu i mojego krótkiego komentarza :).

Bluebird: Witam serdecznie. Bardzo jest mi miło, że mogę z Panią porozmawiać. Pani styl jest bardzo oryginalny. Patrząc na jakikolwiek obraz można powiedzieć „O! Jest autorstwa Pani Agaty”. Pomijając abstrakcyjne mieszanie się barw pojawia się też harmonia, która powstaje dzięki geometrycznym kształtom, prostym liniom. Koncepcja wydaje mi się naprawdę ciekawa. Skąd pomysł na zderzenie tak różnych form?

Agata Kosmala: Maluję to czego doświadczam i to co widzę. Przetwarzając przez pryzmat swoich wartości. Jest to spontaniczny i prywatny zapis rozumienia świata. Pomysł na obraz jest efektem obserwacji otaczającej mnie rzeczywistości – przedmiotów, przyrody, ludzi – które odtwarzam przekształcając. I ten odtwarzany świat jest pretekstem do opowiedzenia o emocjach, uczuciach, uniwersalnych wartościach.

Tak jest na przykład w namalowanym kilka lat temu cyklu „samotność przedmiotu – stół”. Ten stół – przedmiot, tradycyjne miejsce, przy którym ludzie się spotykają, kontaktują, są lub bywają razem, stał się dla mnie pretekstem do opowiedzenia także o świecie samotności. I nie jest ona zamknięciem, jakimś ograniczeniem, ale wręcz odwrotnie. Jest to przestrzeń pełna inspiracji i pozytywnych możliwości. Pozostając przy tym przykładzie: stół, będący określoną formą geometryczną, posiadającą swoje granice, ostre brzegi, zderzam z przedstawionymi z taką samą intensywnością miękkimi serwetami, niby banał ale powstają emocje. W ten sposób chcę zaprosić odbiorcę do okrywania w sobie własnych wartości, do dialogu z sobą samym, z obrazem i ze mną.

B: Z tego co widziałam Pani prace idealnie wpasowują się do rozmaitych wnętrz, są ich wypełnieniem. Czy funkcja estetyczna jest jedynym celem jaki wyznacza sobie Pani przy tworzeniu prac?

A.K: Pracując nad danym obrazem z reguły nie wiem do jakiej przestrzeni, do kogo i gdzie trafi. Jeżeli wpisuje się ono w konkretne wnętrze, to jest to kwestia wyobraźni i wyczucia nabywcy oraz doradzającego właściciela galerii. I skoro moje obrazy dobrze pasują do danego miejsca to oznacza, że występuje wspólna estetyka obu tych przestrzeni. Niemniej przede wszystkim chcę, żeby moje obrazy nie były obojętne dla odbiorcy. Chcę, żeby inspirowały, uwrażliwiały a może nawet niepokoiły. W tym znaczeniu ich funkcja estetyczna nie tylko nie jest jedynym celem powstania pracy, ale nawet nie jest celem samym w sobie.

B: Dla przykładu jedną z takich galerii, która ostatnio bardzo Panią doceniła jest Food Art Gallery. Muszę przyznać, że tworzy Pani niesamowicie barwne dzieła. Czy kolory dobierane są w sposób spontaniczny, czy najpierw rozmyśla Pani nad połączeniem i tym, czy będą razem dobrze współgrać?

A.K: Rzeczywiście współpraca z Food Art Gallery, która jest doskonale przygotowana do ekspozycji sztuki, i której profesjonalizm chcę podkreślić, daje mi ogromną satysfakcję. Przy okazji chcę za tę współpracę serdecznie podziękować właścicielce – Pani Annie Gendaj. Obecnie prezentuję w Food Art Gallery cykl prac zatytułowany „Pomiędzy”, w którym głównie za pomocą koloru, ale i zawartych w obrazach formach geometrycznych, staram się zadawać odbiorcom moje pytania. Użyta w tym cyklu gama barw jest wypracowana, nie ma barw przypadkowych, niemniej nie oznacza to braku emocji w doborze poszczególnych braw. Za pomocą koloru, jego nasycenia i różnorodności, poszukuję – i widza także nakłaniam do poszukiwania – tego czegoś „pomiędzy”. Nie stawiam na spontaniczność, ale także nie jest tak, że rozpoczynając malować dany obraz, grę kolorów mam już ściśle przewidzianą, wystudiowaną i ma mnie ona zaprowadzić do zakładanego z góry efektu końcowego.

B: A na jakim nastroju obrazu zależało Pani najbardziej?

A.K: Chciałabym, i taki zakładam sobie cel, żeby moje obrazy były przede wszystkim inspirujące, żeby skłaniały odbiorcę do przemyśleń. W takim znaczeniu nie dążę do osiągnięcia jakiegoś konkretnego nastroju – ani w obrazie, ani u widza. Trochę żartem można powiedzieć, że moje obrazy są społecznie niezaangażowane.

B: Praca „Okno” z cyklu „Pomiędzy” jest nietypowym pomysłem na przedstawienie przedmiotu codziennego użytku. Zawsze mnie interesowało skąd artyści czerpią inspirację. W jakich okolicznościach, jeśli można się zapytać, zrodziła się koncepcja na ten malunek?

A.K: Tak jak wspominałam wcześniej przedmioty codziennego użytku, i to co nas otacza, są tylko pretekstami do opowiadania. Okno jest tym, co nas łączy, ale i oddziela od świata zewnętrznego. Jest swoistą bramą, którą możemy zamknąć lub otworzyć. Ten konkretny obraz jest osobistym zapisem procesu otwierania się oraz zamykania na rzeczywistość. Procesu który jest chwilowy i ulotny. I który można odwrócić.

B:  Współczesny rynek sztuki wydaje się być spragniony nowych artystów. Czy ma Pani jakiegoś faworyta? Może dobrego znajomego, który jest źródłem inspiracji?

A.K: Do moich „faworytów” na pewno zaliczają się Pierre Soulages oraz Kazuo Shiraga.

B:  Na koniec chciałabym zapytać o Pani ulubioną postać ze świata sztuki, z którą chciałaby się Pani spotkać. Co chciałaby Pani jej/jemu powiedzieć?

A.K: Moją ulubioną malarką jest mieszkająca w Paryżu Koreanka Kyung Ae Hur – po prostu pogratulowałabym jej bardzo dobrych i mnie osobiście bardzo inspirujących prac.

Jakżeś nieprzecedzona w bogactwie, łyżko durszlakowa! ~ „Szare eminencje zachwytu”
Z twórczością Pani Agaty i słynnym „Oknem” z cyklu „Pomiędzy” kojarzy mi się twórczość Mirona Białoszewskiego, dla którego źródłem fascynacji nad światem są rzeczy codziennego użytku.

Nie można powiedzieć, że Pani Agata nie ma na siebie żadnego pomysłu. Tworzy odrębną, rozpoznawalną dla siebie formę sztuki. Obrazy abstrakcyjno – geometryczne są wyrazem XXI wieku. Artystka idzie z duchem czasu i rozwija się w tym. Dzieła są niedopowiedziane do końca, pozostawiają przestrzeń dla odbiorcy. Jedyne czego mi brakuje to skonkretyzowania myśli. To zrozumiałe, że tworząc pragnie się uniwersalności, tak by każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Wydaje mi się jednak, że nazwanie rzeczy po imieniu czasem ułatwia sprawę odbiorcy i ułatwia poznanie artysty. Patrząc na dzieło sztuki znajomość myśli artysty wydaje mi się bardzo istotna.

Zachęcam do dzielenia się własnymi opiniami na temat twórczości Pani Agaty 🙂 Więcej na temat artystki można znaleźć:
http://agatakosmala.com/

Bluebird

P.S Na blogu umieściłam obrazy tylko i wyłącznie z cyklu „Pomiędzy”.

3 Komentarze

Filed under Sztuka pod ostrzałem, Sztuka współczesna

Videoblog #1 – Wywiad z Panią Anną Baranową

Cześć!

W drugiej liceum, kiedy jeszcze miałam kulturę, każde wyjście z nauczycielką na wystawę kończyło się jęczeniem klasy, że sztuka współczesna jest bezsensowna, nie ma w niej celu. Wiele osób mówiło, że robienie bezmyślnej sztuki to łatwa metoda na zarobienie. Dość długo byłam w dylemacie, czy faktycznie tak jest.

Zapytałam Panią Baranową o to, czy to ma dla Niej znaczenie, że artysta chce jedynie zarobić, czy bardziej liczy się odbiorca i to, co on widzi. Pani Anna uświadomiła mi, że przecież artyści zarabiają bardzo mało i rzadko się im zdarza jakiś porządny zysk. A jeśli już zarabiają to widać jest zapotrzebowanie na ich sztukę. Zrozumiałam wtedy, że przecież większość wystaw na jakie chodziłam wówczas z klasą były darmowe i znajdowały się w jakiś kompletnie przypadkowych miejscach.

Teraz mam na to nieco inne spojrzenie i rozumiem już Panią Baranową. Mimo wszystko muszę przemyśleć sprawę, jak to jest z tym zarabianiem na sztuce. Jak myślicie? Pozostawiam póki co ten temat w zawieszeniu :).

Spotkanie z Panią Baranową było dla mnie bardzo udane. Dużo wyniosłam ze wspólnej rozmowy o sztuce. Zapraszam Was do mojego pierwszego odcinku videobloga, mam nadzieję że i Wy wyciągniecie z niego coś nowego :).

Bluebird

Dodaj komentarz

Filed under Organizacyjnie

Sztuka pod ostrzałem #3 – Wacław Jagielski – „Ja kocham światło, nie ciemność”

Cześć!

Dzisiaj, w ramach oderwania od relacji z wystaw, wywiad z Panem Wacławem Jagielskim.

Urodzony 20 sierpnia 1965 roku w Lubaniu Śląskim. Konserwator Dzieł Sztuki i malarz. Przez kilka lat nauczyciel plastyki młodzieży w Liceum i szkołach podstawowych. Jest członkiem – założycielem Stowarzyszenia Pastelistów Polskich.Autor kilkudziesięciu wystaw indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą.

Jak widać data, którą wybrałam, nie jest przypadkowa gdyż obchodzimy dzisiaj urodziny artysty. Składam moje najszczersze życzenia i powodzenia na dalszej drodze malarskiej, a czytelników zapraszam do skróconej wersji wywiadu :). Gorąco jednak zachęcam do przeczytania całości i tu odsyłam do drugiego postu (Link). 

Bluebird: Był Pan kiedyś konserwatorem sztuki, teraz skupia się Pan na malarstwie, ale również poezji. Czy, pomijając zawód konserwatora sztuki, wszystkiego nauczył się Pan samodzielnie, czy może miał Pan kogoś, kto pomagał Panu na drodze rozwoju?

Wacław Jagielski: W pewnym stopniu kształtowali mnie mistrzowie, którymi potrafiłem się zafascynować, którzy pozostawili po sobie takie dzieła, które przeżywam do dziś, gdyż odcisnęły na mnie piętno. Drugą niewątpliwie ważną grupą ludzi (…) byli niektórzy starsi artyści, dziś często koledzy „po fachu”, z którymi dane mi było się zapoznać, rozmawiać, przebywać na plenerach malarskich, jeździć po dalekich krajach świata i co najpiękniejsze – przyjaźnić się. Do takich ludzi należeli również moi profesorowie i nauczyciele. z którymi spotykałem się w pracowniach i warsztatach artystycznych. Nie mniej jednak, nie można wyłącznie bazować na słowach nawet najwspanialszych mędrców,  bo najważniejsza w malarstwie jak i w każdej dyscyplinie życia jest własna praca. Pozwala artyście wypracować swój własny charakter twórczy, język malarski, swą własną drogę.

B: Dlaczego podjął Pan decyzję o pozostaniu malarzem i opuszczeniu swojego poprzedniego zawodu? To dość odważna decyzja, postawił Pan wszystko na jedną kartę.

W.J: Urodziłem  się na Dolnym Śląsku, na ziemiach przebogatych w cudowne zamki, pałace, pałacyki, świątynie i inne wspaniałe budowle. Powojenna historia nie dla wszystkich tych obiektów okazała się być łaskawa i niektóre z nich popadły w runę. Pomimo to często nadal były piękne, a mnie bolało serce, że  umierają często bezpowrotnie. Chciałem więc te i inne cudeńka świata ratować i przez 23 lata czyniłem to w swej Pracowni Konserwacji Dzieł Sztuki, będąc jednym z bardziej szczęśliwych ludzi na ziemi. Równocześnie od dziecka rozwijała się we mnie pasja rysowania, malowania, nad którą pracowałem z ogromną chęcią i zaangażowaniem. Pierwszą swą wystawę w profesjonalnej galerii sztuki miałem jeszcze w maturalnej klasie, w 1984 roku. Moja miłość do konserwacji zabierała mi jednak lwią część czasu, którego zaczęło mi brakować dla malarstwa, jak i dla rodziny, która w moim życiu jest nadrzędnym celem i największą miłością. Zadzwonił więc w mej duszy alarmowy dzwonek intuicji, że okres zmian nadchodzi,  tym bardziej, że malarstwo już od długiego czasu stawało się dla mnie mieć większy sens. Lubię odważne decyzje na pograniczu z cienką niteczką ryzyka. Ha, ha – to taki trochę „męski sport”, adrenalina zawsze musi być. Dziś minęło już kilka dobrych lat od tego momentu, a ja…? A ja jestem całkowicie szczęśliwy z obecnego stanu rzeczy i pomimo wielkiego sentymentu do przeszłości, kocham teraźniejszość, bo jest piękna.

B: W wywiadzie przed wystawą CIT w Nowym Sączu dużo mówił Pan o wartości kobiet w Pana życiu i sztuce. Kobieta jest ostoją, ciepłem domowym, ale również muzą. Co jeszcze inspiruje Pańską twórczość artystyczną?

W.J: Hahaha, Pani wybaczy, ale nie mogę się oprzeć pokusie, aby nie zanucić strofy z wesołej i szalenie mądrej, bo prawdziwej piosenki Jerzego Nela „ Baby, ach! te baby, czym by bez nich był ten świat …?” Oczywiście owe „baby” należy w tym kontekście rozumieć jako uosobienie wszystkiego, co jest najpiękniejsze i tu na ziemi najcenniejsze dla nas mężczyzn. Tak – przez życie swe idę z cudowną kobietą, bez której nie bardzo wyobrażam sobie swego życia. Piszę dla niej wiersze, które ona niekoniecznie czyta, maluję ją nawet wtedy, kiedy pozuje mi zgoła inna modelka (tak bynajmniej mówią postronni odbiorcy mej sztuki ), nie szczędzę jej komplementów i słów o miłości, dedykuję jej wystawy i katalogi, co nie zawsze ją wzrusza w stopniu przeze mnie oczekiwanym, czasem się na nią oburzę, przez chwilę podąsam, ale zawsze bardzo ją kocham. Światło, cień, ciągły dialog pomiędzy nimi z całą paletą szarości i półcieni, subtelności i gwałtu. Cudowność koloru, barwy i ich wpływu na przedmioty te bliższe i dalsze, to między innymi sprawia, że nie można nie malować. A chmury, a woda, powietrze…? Czy przyglądała się kiedyś Pani wnikliwie tym cudom natury? Nieodzowna jest również muzyka, którą nie zwalniam z obowiązku bycia ze mną bardzo często. Muzyka odsłuchiwana z płyt, ale i ta którą od roku sam próbuję grać, gdyż trudno mi sobie dziś przeżyć dzień bez fortepianu. To moja kolejna miłość i kolejny cudowny przedmiot inspiracji.

B: Wiele z Pana obrazów jest impresjonistycznych, ekspresjonistycznych. Czasem barwy są jaskrawe, czasem pastelowe, pociągnięcia pędzla precyzyjne, a czasem niecierpliwe, ekspresyjne. Czy te elementy wyrażają Pana emocje podczas malowania? Czy tworzy Pan w przemyślany sposób, uznając określony styl za najwłaściwszy dla przedstawianego tematu?

W.J: Z impresjonizmem łączy mnie może bardziej  filozofia związana z emocjami niż stylem malarskim. Impresja – wrażenie, to cała moc i siła mojego malarstwa wzbogacona oczywiście moją techniką, którą wypracowałem sobie na przestrzeni co najmniej 30 lat pracy. Mój sposób malowania w pracowni tylko i wyłącznie, w odróżnieniu od impresjonistów. Sam sobie bardzo często „wytwarzam” medium malarskie, które choćby swą konsystencją znacznie różni się od farby olejnej wyciskanej bezpośrednio z tuby i nie pozwala się nanosić na podobrazie za pomocą pędzli. Koloru, który tworzy moje obrazy szukam nie wyłącznie na płótnie, ale i na paletach, które niekoniecznie musieli mieć przy sobie impresjoniści. Rzeczywiście mam z nimi wiele wspólnego, ale moje fascynacje malarstwem sięgają jeszcze wcześniejszych okresów i artystycznych myśli innych wielkich malarzy. podczas malowania świat odpływa, nie ma potrzeby dumania nad tym w jakim stylu i jakim kierunku powinienem tworzyć. Wtedy jestem ja i on – obraz i to coś, co jest pomiędzy nami, ten swoisty galop nas obu w niezbędnym na tę chwilę akcie tworzenia. Wtedy właśnie tworzy się jego tożsamość zwana prawdą twórcy.

B: Trudno nazwać Pana twórczość inaczej niż niezwykle piękną. Wiele obrazów uspakaja i cieszy oko. Zastanawia mnie, czym jest dla Pana sztuka? Czy brzydota, ciemne barwy, surrealistyczne stwory uznaje Pan też za element sztuki?

W.J: Twórczość czasem rodzi się w bólu albo w jego przeróżnych odmianach. Niegdyś mistrz Renoir powiedział znamienne słowa „ból przemija, piękno pozostaje” i dalej malował swe rozświetlone, mieniące się kolorami obrazy. W porywie twórczym, bardzo egoistycznie  maluję ku zadowoleniu wyłącznie własnemu i nie interesuje mnie wtedy, co inni o tym powiedzą.. Nie jestem bowiem człowiekiem wolnym od zmartwień, trosk, ciężarów do „przepchnięcia”, a twórczość reaguje na moje stany emocjonalne jak papierek lakmusowy. Mam jednak od Boga daną tę ważną cechę, że mimo wszystko staram się zawsze zobaczyć ten drugi koniec przysłowiowego kija. To świetna cecha pozwalająca mi na uchronienie mnie od przedstawiania świata w moim malarstwie w sposób dołujący i depresyjny. Kiedyś, będąc już na skraju wytrzymałości nerwowej, namalowałem obraz, który nazwałem „Modlitwa desperata”. Można go obejrzeć w moim katalogu pod tytułem „Moje 40 i 4”. Ku wielkiemu zaskoczeniu wnikliwie oglądających wystawę i ów katalog obraz należy do jednego z najbardziej promieniujących w tym cyklu, choć jego struktura i faktury świadczyć mogą, że było „ostro”, haha. Ja kocham światło, nie ciemność i w całym swym życiu dążę do niego, bo przy nim ja, moi najbliżsi i odbiorcy mej twórczości czują się  dobrze.

B: Czy wyznacza Pan sobie jakiś cel w sztuce? Jest jakaś myśl, którą chciałby Pan przekazać odbiorcy, czy może tworzy Pan dla własnej przyjemności?

W.J: Myślę, że w dużej mierze na to pytanie już odpowiedziałem, ale jeśli mogę coś dopowiedzieć to oczywiście to uczynię. W sztuce jak i w całym swoim życiu najważniejszym celem  zdaje mi się być szczerość i prawdziwość. Każde bowiem odstępstwo od tej tezy jest nazbyt ryzykowne. A ponad wszystkim jest to, o czym umierający Tristan powiedział do ukochanej Izoldy –  „nie wiem, czy życie jest ważniejsze czy śmierć, ale najważniejsza jest miłość”. Kochajmy się więc wzajemnie.

B: Ma Pan jakiegoś ulubionego artystę, który jest dla Pana wzorem dobrego warsztatu malarskiego?

W.J: Mógłbym tu wymienić plejadę mistrzów świata, ale skoro mam wymienić jednego, więc bez dłuższego wahania napiszę William Turner.

B: Czy może Pan uchylić rąbka tajemnicy, jak powstają obrazy spod Pana pędzla?

W.J: Hahaha, niestety z przykrością odpowiem, że nie mogę, gdyż,  pędzlami nie maluję już od kilku dobrych lat. Moje obrazy maluję rękami i innymi, czasem dziwnymi narzędziami, niekoniecznie malarskimi. Ale jeśli ten wiersz z 2008 roku,  coś Pani i Czytelnikom podpowie w tym temacie, to będę szczęśliwy.

w+o

B: Dziękuję za rozmowę i życzę miłego dnia.

W.J: Dziękuję Pani również i przesyłam szczery uśmiech z życzeniami dobra wszelakiego.
Wacław Jagielski

Gdy zaczynałam moją przygodę z twórczością Pana Wacława byłam naprawdę pod wrażeniem. Obrazy rzucały snopami światła, były żywe, pozytywne, niesamowicie ekspresyjne, Teraz, gdy minęło pierwsze wrażenie i już się oswoiłam, moje oczy czerpią codziennie z nich wiele przyjemności. Pan Wacław jest jednym z najpozytywniejszych osób jakie poznałam w swoim życiu. Dobre podejście i nastawienie to dwa elementy będące kluczem do sukcesu w tych dziełach. Są czyste, wypełnione szczerą pasją i podziwem dla otaczającego świata. Tacy odmienni, radośni artyści, są nam bardzo potrzebni. Często łatwo zapominamy o pięknej naturze, która nas otacza. To może wydawać się lekko truistyczne ale mimo wszystko warto sobie od czasu do czasu zwolnić, pójść spokojnym trybem malarza i poety, by odetchnąć i się rozluźnić.

Oczywiście, że życie nie jest jedynie piękne i kolorowe, dlatego po pewnym czasie można się przesycić słodyczą obrazów Pana Wacława. Jednak, myślę że znalazłam nareszcie artystę, który pozwala na chwilę oderwać się od zmartwień i uśmiechnąć. 

Życzę jeszcze raz Panu Wacławowi wiele radości, choć pewnie nie są to życzenia konieczne, ale przede wszystkim realizacji marzeń, spełniania się w sztuce, wielu inspiracji i słońca każdego dnia, by rozświetlało płótna malarza. 

Postanowiłam też podzielić się z Wami piosenką, która bardzo pasuje mi do sztuki Pana Jagielskiego :).
https://www.youtube.com/watch?v=6Graa_Vm5eA&hd=1

Bluebird

7 Komentarzy

Filed under Sztuka pod ostrzałem, Sztuka współczesna

Sztuka pod ostrzałem #2 – Krzysiek Gocek „Muzą jest mój charakter” – impresjonista

Krzysiek Gocek maluje od grudnia 2013 roku i w tak krótkim czasie popełnił już kilkadziesiąt prac. (…) lubi klasyczne podziały z bardzo niską lub bardzo wysoką linią horyzontu. Wzorem japońskich miniaturzystów nie boi się płaskości w obrazie, czyniąc z niej walor dekoracyjny ale i estetyczną podnietę, dzięki czemu jego prace można oglądać z różnych stron i z każdej odkrywają przed zdumionym widzem interesującą historię! (…) malując prowadzi wewnętrzną walkę dwóch żywiołów: pierwszy każe mu jak najszybciej pokryć malowaną powierzchnię kolorem, drugi doprecyzować wybrane fragmenty płótna lub tektury 

Monika Nowakowska – Historyk sztuki

A ja zapraszam Was do wywiadu :).

Bluebird: Witam Panie Krzysztofie. Pana obrazy są bardzo impresjonistyczne. Dlaczego wybrał Pan akurat taki kierunek sztuki, w czasach gdzie są style o wiele modniejsze, awangardowe?

Krzysztof Gocek: Zacznę od tego, że moja przygoda z malowaniem zaczęła się na początku 2014 roku, więc trwa kilka miesięcy. Sztuką interesuję się od 20 lat. Potrzeba własnej wypowiedzi nastąpiła właśnie teraz. Dlaczego impresjonizm? Tak mi w duszy gra, taki jestem – szybki, zdecydowany i nie zastanawiam się co jest akurat modne.

B: Widać, że dominuje w Pańskiej tematyce pejzaż, często wybiera się Pan w plener i tam maluje, czy raczej woli Pan z pamięci, może ze zdjęć, tak jak robił to Aleksander Gierymski…?

K.G: Zacząłem zimą malować nenufary, więc plener nie był mi potrzebny i tak póki co jest. Maluję spontanicznie, nie zawsze przyroda w moim wykonaniu wygląda realistycznie, więc plener mógłby zakłócić moją wizję obrazu. Myślę, że opiera się to na mojej pamięci i wyobraźni.

B: Jest jeden obraz, który mnie zastanawia. Wyłamuje się z konwencji innych Pana prac. Wydaje się bardziej ekspresyjny, niepokojący. Beksiński słynął z tego, że nigdy nie mówił słowa, o tym jak można rozumieć jego dzieła. Interpretacja leży tylko w oczach patrzącego. Mam nadzieję, że wolno mi spytać czy może mógłby Pan jednak powiedzieć o nim co nieco?

KG: Ta praca powstała pod wpływem jakichś emocji, rzeczywiście odbiega od innych. Nie raz mam takie chwile, że trochę chce mi się zaszaleć na płótnie i to jest jeden z takich przykładów.

B: Szybkie pociągnięcia i mocno kładziona farba pokazują, że nie boi się Pan płótna. Pańska kreska nad nim dominuje i wydaje się Pan dokładnie wiedzieć jaki chce Pan osiągnąć efekt. Wszystko wychodzi w trakcie malowania czy najpierw ma Pan pomysł i później go realizuje?

K.G: Jestem niecierpliwy, prace powstają szybko. Jeśli przyjdzie mi do głowy jakiś pomysł to wstaje o każdej godzinie i go realizuję. Gdy z pracy zamierzonej nic nie wychodzi, szybko zmieniam koncepcję i powstaje całkowicie coś innego. Jeśli chodzi o odwagę, to czego mam się bać? Nie mam za sobą żadnej szkoły artystycznej ani profesorów na głowie, maluję jak chcę i co chcę. Mój Przyjaciel, znany grafik i malarz Henryk Płóciennik powiedział „wysłuchaj wszystkich uwag, wyciągnij wnioski i rób swoje”. Więc robię swoje.

B: Swoje obrazy podpisuje Pan „Bazant”, czy uchyli Pan rąbka tajemnicy, skąd ten pseudonim?

K.G: Bazant to po prostu od Bażanta, tak mnie nazywano od młodych lat. Kolorowy ptak jak malarstwo impresjonistyczne.

B: Udziela się Pan w lokalnych społecznościach, np. pożyczając obrazy z prywatnej kolekcji do wystawy w Głownie. Czy to Pana satysfakcjonuje, czy dąży Pan może gdzieś dalej?

K.G: Na daną chwilę to przygoda. Pokazując swoje prace innym, ogólnie się podobają. Jeśli przełożyć to na komercję, to tu musielibyśmy porozmawiać o biznesie, a to jest już sztuka przez duże S.

B: Czy jest ktoś, coś, może jakieś miejsce, które Pana inspiruje? Coś, co jest muzą przy malowaniu?

K.G: Muzą jest mój charakter.

B: Co myśli Pan o kondycji sztuki współczesnej? Podoba się Panu sztuka abstrakcyjna, konceptualna… minimalistyczna?

K.G: O kondycji sztuki jako takiej mam wiedzę i jest nie ciekawie. Trzeba by się zastanowić, co nazywamy kondycją w sztuce, czy ilość nowych twórców, czy ceny dzieł sztuki, podaż, popyt, zainteresowanie młodego pokolenia sztuką itd. Kiedyś mówiono że abstrakcję wymyślili ci, którzy nie umieli malować, impresjonistów uważano za dziwaków. Dzisiaj niektórzy, to czołówka światowa, a ceny ich dzieł idą w milionach. Mam nadzieję, że moje nenufary przybliżą się do Moneta (oczywiście żart).

B: To się nazywa podejście z dystansem. Dziękuję za rozmowę.

K.G: Pozdrawiam serdecznie.  Krzysiek Gocek (Bazant).

Gdy poprosiłam Pana Krzysia o krótką notkę biograficzną dostałam w odpowiedzi:

Mieszkam w Głownie
Zainteresowania Sztuka, malarstwo
Uwielbiam Nenufary

POZDRAWIAM

Nie mogłam się nie uśmiechnąć :). To jest artysta, człowiek z charakterem, który wie czego chce i traktuje sztukę oraz samego siebie z dystansem.
Obrazy malarza są bardzo barwne i właśnie dzięki użyciu tych kolorów może wyrazić siebie, swoją osobowość, a przy tym pobawić się światłem i nadać swoim obrazom ekspresji.
Współczesny impresjonizm jest bardzo żywym tematem i wiele osób podchodzi do niego właśnie dlatego, że go lubią, czują się w nim dobrze. Dlatego sama chętnie widziałabym taki obraz u siebie na ścianie, wyraża talent artystyczny i jednocześnie jest miły dla oka. Artysta pozwala sobie „zaszaleć”na obrazach i próbuje różnymi sposobami uchwycić tematy, które są dla niego ważne, godne jego pędzla.

Dokładnie, bujnie i ciekawie opisuje malarza Pani Monika Nowakowska nazywając Pana Krzysia „Szlachetnym barbarzyńcą”. Zachęcam do zapoznania się z całym tekstem i z twórczością (tu link do strony Pana Bazanta) impresjonistyczną artysty, bardzo pozytywną, ekspresyjną i szczerą.

Bluebird
Szlachetny barbarzyńca

4 Komentarze

Filed under Sztuka pod ostrzałem, Sztuka współczesna

Sztuka pod ostrzałem #1. „Celu nie mam. Po prostu maluję” – abstrakcjonizm

Mam nadzieję, że wywiady z artystami pomogą zrozumieć odbiorcom współczesne motywy artystów i nowe kierunki sztuki. Niniejszym wywiadem otwieram cykl „Sztuka pod ostrzałem”, czyli rozmowy ze współczesnym artystami :). Gotowi?

 

Celu nie mam. Po prostu maluję i stwarza mi to niesamowitą „frajdę” i poniekąd „ucieczkę” od otaczającego nas hałaśliwego świata. Tak powiedziała w wywiadzie Pani Dorota Kaniecka-Sobczak. Jakie są zatem motywy artystki? Czym jest dla Niej abstrakcjonizm? Zapraszam do wywiadu.

Bluebird: Dzień dobry. Jest Pani malarką abstrakcjonistyczną. Dlaczego idzie Pani w tym kierunku?

Dorota Kaniecka: Dzień dobry. Abstrakcja, odkąd tylko pamiętam, zawsze mnie inspirowała, jest to forma oderwania od rzeczywistości. To kierunek, technika dzięki której mogę wyrażać to, co czuję. Drzewo nie musi być koniecznie drzewem przeniesionym na płótno, drzewo może mieć zupełnie inną formę.

B: Florystyka i abstrakcjonizm to ciekawe połączenie. Nie myślała Pani może o wybraniu drogi Land Artu? Co Pani sądzi o tej formie artystycznej?

D.K: Land Art to czysta natura, którą kocham od dziecka. Niestety brak czasu uniemożliwia mi bardziej się tym zainteresować. W swoim przydomowym ogródku mam tego namiastki. Jak dotąd wystarczą mi sztaluga i pędzle, a w wolnych chwilach zabawa z kwiatami.

B: Pani obrazy są bardzo barwne i płynne . Kolory przenikają się i rozpływają w oczach. Czy chce Pani, niczym ekspresjoniści, wyrażać konkretne myśli za pomocą tych barw, czy jest to jedynie igranie kolorami?

D.K: Czy wyrażam przez nie swoje myśli? Absolutnie nie. Gdy siadam przed białym blejtramem, już wcześniej wiem, co będę chciała namalować, których barw użyję.

B: Czy tworzenie obrazów jest dla Pani długim, mozolnym procesem, czy jedynie przyjemnością, chwilą oderwania od rzeczywistości?

D.K: Tak jak już wspominałam, jest to moment oderwania od teraźniejszości, skupienia uwagi na sztuce. To raz dłuższa, raz krótsza chwila przyjemności.

B: Jak określiłaby Pani swoją sztukę? Jej celem są dążenia ideowe, przemyślenia, uczucia, czy może najważniejsze są wrażenia estetyczne i cieszenie oka barwami?

D.K. Zdecydowanie wrażenia estetyczne i radość barwami, współgranie jednych kolorów z innymi, a czasem ich kontrastowe zestawienie, dające zaskakujące efekty.

10521151_732829756774022_4954591400162342533_o

B: Gdzie najchętniej prezentuje Pani swoje obrazy? Czy są jakieś wystawy/ galerie gdzie można spotkać się z Pani sztuką oko w oko?

D.K. Nie wystawiałam swoich obrazów. Może jednak któregoś dnia podejmę wyzwanie bezpośredniej konfrontacji obrazów z odbiorcami 🙂

B: Czy są jacyś artyści (niekoniecznie malarze), którzy Pani imponują, inspirują do działania? Ma Pani jakiś wzorzec?

D.K: Przede wszystkim jest to kataloński malarz Joan Miro. Inspirują mnie również prace rosyjskiego malarza Wassily’ego Kandinsky’ego.

B: Do czego dąży Pani w swojej sztuce? Czy jest jakiś konkretny cel, który sobie Pani postawiła?

D.K: Celu nie mam. Po prostu maluję i stwarza mi to niesamowitą „frajdę” i poniekąd „ucieczkę” od otaczającego nas hałaśliwego świata.

B: Dziękuję za umożliwienie odbiorcom sztuki współczesnej zrozumienie motywów współczesnego artysty. Było mi bardzo miło.

D.K: Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę miłego dnia.

10580492_10202435811962207_1270991246_n

Dziękuję Pani Dorocie jeszcze raz za udzielenie wywiadu i zachęcam do zapoznania się z Jej sztuką na stronie aby samemu zadecydować czy ta sztuka przemawia, czy nie :).

Bluebird

 

28 Komentarzy

Filed under Sztuka pod ostrzałem